Hej.
Jestem Paulina. Inne dane są wam całkowicie zbędne.
Zastanawiałam się już dłuższy czas nad prowadzeniem tego bloga. Potrzebowałam jakiegoś impulsu, wydarzenia, które by mnie do tego skłoniło. Potrzebowałam, aby moje życie na jakiś czas zamieniło się w wielką porażkę. Myślę, że ten blog będzie jedną z małych porażek, z których składa się ta wielka.
Okej. Zacznijmy inaczej.
Ludzie to najgorsze co istnieje. Poważnie. Moglibyście powiedzieć z ręką na sercu, bez żadnego wahania, że istnieje taka osoba, która nigdy was nie zawiodła? Osoba, która nigdy nie sprawiła, że czuliście się gorzej, ewentualnie jak kupa gówna? Osoba, która nie starała się wam wmówić, że to kim jesteście jest złe? Tak jakbyście nie mogli mieć swoich uczuć, zachowań i... rozumu? Możliwe, że właśnie wytężyłeś swój mózg i zastanowiłeś się moment nad postawionymi przeze mnie pytaniami i przyznałeś mi rację. Rację, że ludzie to najgorsze co istnieje. Możliwe też, że nadal żyjesz w tęczowej krainie hasających kucyków pony, gdzie wszyscy są dla Ciebie mili i liczą się z Tobą.
Nie martw się: niedługo to się zmieni!
Kiedy byłam w podstawówce, marzyłam o tym, by być osobą, z którą wszyscy chcieliby się kumplować. Oczywiście byłam wtedy na tyle głupia i naiwna (uroki tak młodego wieku), że starałam się każdemu przypasować. No bo jak inaczej miałam się stać tą wymarzoną osobą? Na przerwach bawiłam się z każdym. Dochodziło do kłótni typu "ja chciałam tę kredkę!", a ja idąc za wyznaczoną sobie ideą, wbrew sobie, potulnie oddawałam kredkę, udając przy tym, że wcale jej nie chciałam, zresztą: TO TYLKO KREDKA. Kilka klas wyżej (5-6 klasa) odkryłam, że to co robię wcale mi nie przysparza przyjaciół. Dlatego zaczęłam zadawać się z dziewczynami, które po każdym jechały z góry na dół. Pamiętam Ilonę. Ilona była spoko, jednak miała problemy z nawiązywaniem kontaktów. Kiedyś przyszła do szkoły z reklamówką cukierków i rozdawała je, po czym mówiła, że teraz muszą się kumplować, razem siedzieć itp. Nikt się na to nie godził, a ja z tymi dziewczynami nabijałyśmy się z niej równo. Znudziło mi się to, kiedy ogarnęłam, że byłam taka sama, ale bez cukierków. Tzn, moimi cukierkami było dogadzanie innym. Nic z tym nie zrobiłam. Zaczęłam tracić przyjaciół. "Prawdziwych" zostało niewielu.
Poszłam do gimbazy. Tam zaczyna się to idiotyczne gwiazdorzenie, chęć bycia kimś ważnym. Na pewno wiecie o czym mówię. Na początku jeszcze łudziłam się, że może teraz mi się uda. Ale nigdy się nie udało. Nie wspominam dobrze tego czasu. Chociaż nie dokuczano mi (wprost) to i tak czułam, że wszyscy mają mnie za nic. Na szczęście była Kasia. I kolejna Kasia. Tak naprawdę jedynie dzięki nim dotrwałam do końca. Wtedy też zaczął się mój domowy horror, ale to już inna historia.
Następnym przystankiem było technikum. Nigdy nie czułam się tam najlepiej, ale w porównaniu z tym co było, jest zajebiście. Mam przyjaciół. Nawet dobrych. Jednak może i jestem nienormalna, często ich nie doceniam.
Przyjaciele przyjaciółmi. Jestem... sama nie wiem kim jestem, wolę się nie definiować. Lubię dziewczyny. Bardzo. Poznałam Marcelinę. Spędziłam z nią miłe 2 miesiące. Rozstałyśmy się - kolejna porażka. Mniej więcej w tych okolicach odnowiłam kontakty z moją byłą dziewczyną, Patrycją. Była dla mnie dobrą osobą, ale gdzieś się pogubiłyśmy i nie było szans. Codzienne kłótnie to nie to czego chciałam. Zaczęłyśmy ze sobą normalnie rozmawiać, aż mnie to zaskoczyło. Wróciłyśmy do etapu przyjaźni. Nie oczekiwałam od niej tego co było kiedyś. Potrzebowałam po prostu osoby, która by mi pomogła to wszystko poukładać, osoby, która wie jak ze mną jest. Pomogła mi ocenić sytuację.
Potem pojawiła się... ONA. Najpierw zwykłe rozmowy na tt. Z dnia na dzień byłyśmy sobie bliższe. Końcowi marca zostałyśmy parą. Kłótnie były na porządku dziennym. Raz z mojej winy - raz z jej. Nie wiem co mogę powiedzieć, bo już razem nie jesteśmy. Ufałam jej, kochałam ją. Jednak wszystko się kiedyś kończy... Muszę się nauczyć byś stanowczą osobą. Jeszcze wiele czasu potrzeba, żebym zaczęła być sobą, nie zmieniała się dla nikogo. I chcę zacząć dzisiaj. To dobry dzień. Powiedziałam wiele przykrych słów. Niektórych żałuję, niektórych nie. Ludzie myślą, że wiedzą lepiej co czuję. A oni nic nie wiedzą. Kompletnie. Myślą, że znają moje myśli, emocje. A nie znają...
Czuję się teraz samotna. Pewne etapy w życiu trzeba zamykać. Nikt nie zasługuje na życie w toksycznej relacji - nie ważne, czy chodzi o przyjaciół, czy kochającą się parę. NIKT. Dlatego chcę to zrobić dla siebie i dla niej. Może kiedyś będziemy dzięki temu szczęśliwe.
* imiona zostały zmienione.
* imiona zostały zmienione.
Muszę powiedzieć, że to co napisałaś, jest nie tylko mądre, ale i prawdziwe...
OdpowiedzUsuńmoje dzieciństwo i dorastanie wyglądało (oczywiście) inaczej i te różne etapy przebiegały w innym czasie i w równym stopniu.
Myślę, że w podstawówce byłam sobą. Wtedy nie bardzo przejmowałam się tym, co inni powiedzą i przede wszystkim nie udawałam kogoś, kim nie jestem... to było dla mnie obce, szczególnie, że zawsze należałam raczej do tych lubianych osób, czy na osiedlu czy w klasie... chyba lubili mnie taką, jaką byłam.
W gimnazjum wszyscy w mojej klasie to osoby, które chodziły ze mną do podstawówki, do tej samej klasy albo równoległej. Ale i tak zaczęły się problemy, nieporozumienia z najbliższą koleżanką, utracenie wiary w siebie i w przyjaźń... cały ten czas nie był strasznie zły, nawet miło go wspominam, jako najlepsze lata mojego życia, ale już wtedy zaczęło się coś psuć, przede wszystkim w mojej psychice...
i w liceum robiłam to, o czym pisałaś. Chciałam być popularna, jak zawsze wszędzie byłam i udawałam kogoś, kim nie jestem, chciałam być cool... oczywiście wyczuli fałsz i pierwszy raz w życiu stałam się outsiderem... za bardzo przejmowałam się tym, co inni o mnie pomyślą... i to był błąd...
wtedy też wplatałam się z toksyczną "przyjaźń" z drugą outsiderką w mojej klasie... kiedy zorientowałam się, że to takie toksyczne odliczałam dni do końca szkoły tylko po to, by się od niej uwolnić... i od 4 lat tej dziewczyny nie spotkałam i cieszę się z tego.
Muszę przyznać rację, że ludzie to najgorsze co istnieje... ale na dzień dzisiejszy myślę, że mogę spokojnie powiedzieć, że 2 osoby mnie nie zawiodły, nie sprawiły, że czułam się jak kupa gówna etc... może tego nie pamiętam, a myślę, że coś takiego raczej bym pamiętała, może po prostu to mnie czeka w przyszłości, jednak mam nadzieję, że nie... chyba poznałam prawdziwych przyjaciół i modlę się o to, bym się tym razem nie myliła.
Tak jak napisałaś, pewne etapy trzeba zamykać i rozpocząć nowy rozdział w książce opisującej nasze życie. Życzę Tobie, oraz również sobie, bo ostatnio również mam gorszy czas, by ten następny rozdział był lepszy od tego poprzedniego.
Dziękuję, mam nadzieję, że wszystko się ułoży, Tobie życzę tego samego :). Gdybym teraz piła to powiedziałabym "za nowy początek!".
Usuń